Ruiny prekolumbijskich miast Majów
Nasza podróż po kraju tak bogatym kulturowo dobiegła końca w rejonie Riviera Maya. Nazwa, sama z siebie, wskazuje na pokolenie, które w tych rejonach intensywnie budowało i rozwijało swój dorobek, pozostawiając potomnym dwa miejsca o bardzo ciekawym położeniu. Palenque – pozostałości miasta w dżungli; oraz Tulum – ruiny tuż nad brzegiem Morza Karaibskiego.
O tym, jakie wrażenie zrobiło na nas Palenque pisałam już tutaj. Dlatego krótko chcę wspomnieć o przedostatnim miejscu naszego pobytu w rejonie jukatańskim – Tulum. Miejscowość ta, to typowo rekreacyjna i turystyczna część półwyspu: białe, piaszczyste plaże, ciepły piasek i lazurowy kolor Morza Karaibskiego. Tutaj można odpocząć na plaży, zwiedzić okoliczne cenoty oraz oddać się błogiemu leniuchowaniu. Na plaży aktywności jak surfing, windsurfing czy kitesurfing oraz snorkelling – są ogólnodostępne. Domki kempingowe na plaży, bary oraz miejsca, w których można poprosić o masaż, również. Raj na ziemi to w sumie właściwe określenie. Mimo, że plaża wygląda na mocno zdeptaną, w ciągu dnia, wcale nie było tam tłoczno.
W Tulum oprócz aktywności sportowych, jak te wspomniane powyżej, można jeszcze zobaczyć ruiny miasta Majów. Ruiny otoczone murem i położone na 12- metrowym klifie Morza Karaibskiego , stanowią perełkę tego wybrzeża. Zresztą co tu dużo pisać. Zobaczcie sami.
Zapraszam zatem do ostatniej już galerii z podróży po Meksyku. Niedługo nowa trasa, nowe plany, nowe kultury do poznawania i nowe zdjęcia.:)